Ludzkość niczym feniks

451° Fahrenheita - Ray Bradbury, Iwona Michałowska
To mój powrót do tej pozycji po latach i podobnie jak w przypadku Dicka - zachwyt, że to wciąż się dobrze czyta, że wciąż można znaleźć sporo ciekawych odniesień do współczesności. Jak na lekturę sprzed 60 lat - to wciąż kawał dobrej prozy, z pomysłem i w pewnym sensie rzecz wizjonerska. Przecież tu nie chodzi o wprost o zakaz czytania i posiadania książek, ale o szersze zjawisko, które legło u początku tych przepisów - dążenia do stworzenia przekazu jak najprostszego (streszczenia, omówienia książek), budzącego jak najmniej kontrowersji, dostarczanie jedynie rozrywki i eliminowanie wszystkiego co może budzić jakieś trudniejsze emocje, mogą dotknąć choćby malutką grupę ludzi. Powoli eliminując tego typu zagrożenia, pod pretekstem uszczęśliwiania społeczeństwa, władza wyeliminowała skutecznie wszystko to co mogło stanowić dla niej jakieś zagrożenie - inteligencję, wyższe uczelnie, wykładowców, pisarzy, dziennikarzy... Kultura masowa zmieniła jakąkolwiek wartość w jak najbardziej lekkostrawną papkę. Ludzie siedzą przed telewizorami (a raczej całymi ścianami, które zamienione są w odbiorniki) otrzymując codzienną porcję rozrywki (bardzo to bliskie naszym programom reality tv), coraz mniej ze sobą rozmawiają (bo nie mają o czym) i nie oszukujmy się, coraz łatwiej nimi manipulować. Ta cieniutka książka o lękach i zagrożeniach widzianych przez Bradbury'ego, dziś wcale nie jest mniej aktualna niż wtedy (nawet jeśli zagłada nuklearna wydaje się odleglejsza)...     
 
Główny bohater powieści - Guy Montag, jest strażakiem zajmującym się paleniem książek. Tak - w tym świecie, domy już dawno są ogniotrwałe, dlatego też wymyślono nowe zadania dla tej służby - strażacy stali się pewnego rodzaju policją, która niszczy zagrożenie dla porządku publicznego. Po otrzymaniu donosu, że ktoś może czytać lub przechowywać książki (przecież to potencjalne źródło szerzenia pesymizmu, szkodliwego myślenia o rożnych problemach), specjalna jednostka jedzie i pali cały dom z jego wyposażeniem, aby nawet zniszczyć jakąkolwiek możliwość ukrycia czegoś tak niebezpiecznego jak literatura. W życiu Montaga zdarzyło się jednak kilka sytuacji, które sprawiają, że zaczyna mieć wątpliwości, czy to co robi ma sens, czy jest słuszne. Spotkanie z nieznajomą dziewczyną, która pokazuje mu inne spojrzenie na otaczający świat, kłopoty emocjonalne żony, szczególnie trudna akcja, w której właścicielka nie chce opuścić domu (zostaje więc spalona razem z nim) - to wszystko sprawia, że Montag zaczyna zadawać sobie różne pytania. Czy są z żoną naprawdę szczęśliwi? Czemu ludzie są tak bardzo od siebie oddaleni? Czemu  Szukając na nie odpowiedzi, nie mając z kim rozmawiać, ma nadzieję, że znajdzie je w książkach, które próbuje przemycać do domu. 
 
Gdy Montag zacznie czytać - przejdzie na drugą stronę świadomości, stanie się innym człowiekiem. Jego entuzjazm i nadzieja szybko zostaną zgaszone, ale zmiany w jego wnętrzu nie uda się tak łatwo zatrzymać. Teraz nasz bohater staje się wrogiem dla systemu, a jego jedyną szansą będzie odnalezienie jemu podobnych. 

 

Niby są tu siły państwa, jego kontrola, policja, ale gdy przyjrzymy się na życie przeciętnych ludzi (czy nawet rozrywki ich dzieci), albo gdy zastanowimy się nad tym co napędzało zmiany kulturowe i doprowadziło do zakazu książek, łatwo dojdziemy do wniosku - społeczeństwo gubi własna głupota. Bez refleksji, bez wartości, szczęście zamienia się w konsumpcjonizm, egoistyczną pustkę, którą próbuje się wypełniać coraz to innymi nowinkami.    
 
Co i rusz można znaleźć tu perełki, które jako żywo można odnieść i do tego co obserwujemy obecnie - np. o szkole:
 
„Czy wie pan, że nigdy nie zadajemy pytań, a przynajmniej większość nie zadaje?" - pyta. „Oni po prostu wbijają w człowieka odpowiedzi". 
 
W tej antyutopii urzeka głównie pomysł, ale mimo niespecjalnie rozbudowanych pod względem psychologicznym postaci, jakoś szybko wsiąkłem w tę historię, w te dylematy Montaga, fascynowały jego nieporadne pierwsze próby czytania, dialog z dowódcą, który próbował wybić mu z głowy fanaberie...
„Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi. Książka to naładowana broń w sąsiednim domu. Spal ją, rozładuj broń. Rozbij mózg człowieka. Skąd wiadomo, kto mógłby się stać celem oczytanego człowieka?". 

No i ten otwarty koniec. Na tym przykładzie widać, że wielka literatura nie musi zachwycać samym kunsztem, pięknem języka - czasem przesłanie, historia, są na tyle ważne, że i tak do książki wraca się z przyjemnością i wciąż można ją polecać innym jako świetną intelektualną przygodę.    
Książki są tu symbolem - wiedzy, myślenia, wolności, wyboru. Wizja świata, w którym ich nie  ma, władza i społeczeństwo je odrzuca, przyprawia o ciarki na plecach...
Źródło materiału: http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/04/451stopni-farenheita-ray-bradbury-czyli.html