Początek słynnej sagi i jak na razie dla mnie starczy...

Księżniczka z lodu - Lackberg Camilla
Wszyscy dookoła się tak zachwycają Camillą Lackberg, że aż mi było głupio, że dotąd po nic nie sięgnąłem. Nadarzyła się okazja na audiobook, łyknąłem dość szybko i prawdę mówiąc nie wiem co w tym ma być takiego wyjątkowego. Odczucia podobne jak w przypadku Charlaine Harris - wiele hałasu, a treści i emocji w tym niewiele.
Czy to po prostu jakaś alternatywa dla kobiet (w odróżnieniu od zwykle mało sympatycznych bohaterów męskich) aby historię opowiedzieć z punktu widzenia kobiety (i niekoniecznie policjantki)? Czy tajemnica tkwi w połączeniu jakiegoś wątku kryminalnego z rozterkami i życiem uczuciowym bohaterki? No sam nie wiem. Ja w każdym razie po pierwszym spotkaniu z tą autorką czuję się troszkę rozczarowany. Jakieś to wszystko... rozmemłane. Niby jest mord, jest dochodzenie, są fałszywe tropy gdzieś tam porozrzucane żeby nie było za łatwo, ale to wszystko miałem wrażenie, że zajmuje co najwyżej 50% zawartości powieści. Cała reszta to jakieś prywatne przeżycia, lub wspomnienia głównej bohaterki, która jest pisarką i jako dawna przyjaciółka zamordowanej kobiety, chcąc nie chcąc zostaje wciągnięta w całą sprawę. Dowiadujemy się więc, że pisanie kolejnej biografii na zamówienie idzie Eryce jak po grudzie, zmarli jej rodzice, a ona męczy się z porządkowaniem ich rzeczy (i wspomnień, bo wraca na chwilę na stare śmiecie), siostra pod naciskiem męża chce sprzedać ich dom z dzieciństwa co ją przeraziło, a w ogóle to Eryka jest samotna, mało szczęśliwa, z kompleksami itd. Aha, no i cała ta sprawa wciąga ją na tyle, że postanawia wykorzystać to jako okazję do pisania książki... 
 
Zdradziłem Wam wszystko to co dla mnie raczej było raczej mało interesującym dodatkiem (jest jeszcze romans, ale o nim nie napiszę by jednak nie odbierać przyjemności tym co lubią takie rzeczy). Jedyny wątek, który spokojnie mogę zaliczyć na plus (choć nie ze względu, że tak dobrze napisany, ale ma pewne walory edukacyjne) to wątek przemocy domowej w otoczeniu bohaterki. A o samym morderstwie i śledztwie, które zwykle są w kryminałach najciekawsze pisać nie mam zamiaru, bo to jednak byłoby świństwo. Warto jednak zaznaczyć, iż moim zdaniem ta zagadka nie jest specjalnie oryginalna. Przeszłość często stanowi dobre źródło dla wyciągania różnych demonów, które ożywają gdy najmniej się tego spodziewamy...
Całość dochodzenia to łażenie od domu do domu, picie kolejnych kaw, zjadanie ciastek, rozmowy z kolejnymi osobami i próby złożenia z tego jakiejś całości - albo robi to Erika, albo jej znajomy z dawnych lat: policjant Patrik Hedstrom. Nie spodziewajcie się więc akcji, pościgów itd. Cały urok (?) tkwi tu w budowaniu portretów psychologicznych różnych postaci i zmuszeniu czytelnika by sam budował sobie o nich opinie. Kto kłamie, kto okaże się świnią, a kto coś ukrywa (i dlaczego)...  
Niby podobnie jak już w tylu innych powieściach mamy szwedzką prowincję i zimę (tym razem Fjallbacka), ale nie ma tu takiego chłodu i surowości, tego klimatu, który gdzie indziej tak zachwycał. Ciekawe jak jest w innych tomach tego cyklu (bo Księżniczka jest pierwszym tomem), może kiedyś spróbuję. Na razie jednak stwierdzam, że dla mnie bez rewelacji i w poszukiwaniu dobrego kryminału jednak będę próbował innych autorów.     
 
Źródło materiału: http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/06/ksiezniczka-z-lodu-camilla-lackberg.html