Kimże jest człowiek

Solaris - Stanisław Lem

O filmie amerykańskim już pisałem, na radziecki jeszcze poluję, ale może choć kilka słów o samej powieści? Muszę przyznać, że nie jest to łatwa lektura. Może dlatego, że podszedłem do niej trochę zadaniowo i "na szybko", czyli w 3 dni, sprawiła mi spory problem. Miałem przyjemność z czytania i wydaje mi się, że wychwytuję to o co chodziło autorowi, ale mam wrażenie, że to samo udało się zawrzeć w trochę bardziej zwięzłej formie w Niezwyciężonym. Tu trochę za dużo jest kombinowania. Namęczyłem się trochę - szczególnie z Solarystyką i opisami Oceanu. 

A może to jest powieść do które trzeba podejść na spokojnie, bez pośpiechu?

 

Zarys fabuły zrobiłem już troszkę przy okazji filmu, ale warto dodać, że powieść jest 10 razy bogatsza w różne przemyślenia niż tamta produkcja. O ile tam reżyser skupił się głównie na relacjach psychicznych ludzi z ich "gośćmi", czyli tworami z ich podświadomości, wspomnień, o tyle dla Lema mam wrażenie dużo ciekawsza była sama planeta, która owych gości stwarzała. Po raz kolejny Lem wraca do prób ludzkości nawiązania kontaktu z obcą formą inteligencji, zrozumienia jej. I po raz kolejny wraca gorzka refleksja, że jesteśmy zbyt mali, by pojąć ogrom wszechświata, jego złożoność, że wciąż myślimy według swoich wyobrażeń, swoimi wąskimi kryteriami. Nie rozumiem, nie potrafię wytłumaczyć, no to może lepiej zniszczyć? 
Po co w takim razie w ogóle pchamy się w kosmos, czego tam szukamy, skoro i tak samych siebie uważamy za pępek wszechświata, a swoje osiągnięcia przykładamy jako miarę do tego co tam napotkamy? 
Tu nie tylko ważna jest rosnąca więź z tymi dziwnymi fantomami, ale zmaganie się postawy badacza, który chce rozgryźć naturę tego zjawiska, z wręcz fizycznym cierpieniem, gdy skazujesz na niebyt (być może nie raz) kogoś/coś co kochasz...
No i to zakończenie. Jakże inne od tego co w filmie zafundowali Amerykanie. I jakże wieloznaczne.
...
Lem nazywany jest pisarzem Sci-Fi i jego powieści traktowane są jako bardzo hermetyczne i czytelne tylko dla ludzi z wykształceniem technicznym. Nic bardziej mylnego. Im więcej się go czyta, tym bardziej widzi się w nim filozofa, stawiającego ważne pytania i zmuszającego do refleksji nad kondycją ludzkości. Dekoracje futurystyczne sprawiają jedynie to, że ta proza wciąż może być aktualna i czytana.
 
Wyruszamy w kosmos, przygotowani na wszystko, to znaczy, na samotność, na walkę, męczeństwo i śmierć. Ze skromności nie wypowiadamy tego głośno, ale myślimy sobie czasem, że jesteśmy wspaniali. Tymczasem, tymczasem to nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy.
Całość na:
http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/09/solaris-stanisaw-lem-czyli-kimze-jest.html
 
 
Źródło materiału: http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/09/solaris-stanisaw-lem-czyli-kimze-jest.html