Ile w życiu znaczą książki

Wśród obcych - Walton Jo

Zwykle gdy myśli się o książkach, które zdobywają rozgłos, wiele nagród i to wygrywając z utworami znanych autorów, przychodzi nam do głowy wyobrażenie czegoś porywającego, odkrywczego, a jeżeli mówimy o sci-fi i fantasy to w głowie uruchamiają się od razu przykłady takich wielkich powieści.
Tymczasem skromna powieść Jo Walton (zupełnie chyba u nas nie znanej) wykosiła konkurencję (Hugo, Nebula i inne najważniejsze nagrody) i będąc zaskoczeniem dla każdego fana tej literatury. Nie znajdziecie tu żadnych nowych światów, wspaniałych bohaterów, obcych cywilizacji, żadnej akcji, pytań filozoficznych... I tak można by ciągnąć długo, czego nie znajdziecie. Ale paradoksalnie to i tak książka, którą chyba najlepiej zrozumie właśnie fan literatury fantastycznej (szeroko pojmowanej). Dlaczego? Bo chyba w niewielu
mi znanych powieściach, jest tyle miłości do tego gatunku, tyle pasji. To jak fanzin rozbudowany do powieści o miłości do książek, o dorastaniu i zbudowaniu własnego świata w głowie.

Tak sobie myślę, że nieprzypadkowo w gatunku tym najczęściej rozkochuje się człowiek mając lat naście, budując swoją wyobraźnie, spojrzenie na świat, swoją wrażliwość. I nie ma tym dziecinności, czy ucieczki od świata (choć w pewien sposób ucieczką jest), ale właśnie wrażliwość.
...
Nastoletnia dziewczyna o imieniu Morwenna (w skrócie Mori), wprowadza nas w swój świat, w to co siedzi w jej głowie. Książka jest tak jakby pamiętnikiem, w którym notuje przez ponad rok swoje myśli i uczucia. I co stanowi tu centrum: swoje lektury. Ilość autorów i tytułów jest powalająca i aż żal, że niektóre u nas nie są znane, człowiek miałby ochotę skonfrontować swoje przemyślenia i wrażenie z zapiskami Mori. 
 
Dziewczyna niedawno straciła w wypadku swoją siostrę bliźniaczkę, sama też od tamtej chwili ma jedną nogę niepełnosprawną i porusza się o lasce. Wiemy też, że uciekła od matki, musiała ukrywać się u dalszej rodziny, a po decyzji opieki społecznej trafia pod opiekę nigdy nie widzianego ojca. Przeszłość jest bardzo mglista, tajemnicza i wielokrotnie mamy wrażenie, że Mori coś ukrywa, czekamy aby zdradziła coś więcej, ale ona opisuje różne rzeczy po swojemu: półsłówkami, mieszając realność ze światem magii, w który głęboko wierzy.
Od dawna właśnie w książkach szukała w każdej wolnej chwili wytchnienia, spokoju, zadumy, a gdy trafia do prywatnej szkoły z internatem, staje się jeszcze bardziej samotna. Marzy o tym by kiedyś odnalazła "swoich", czyli ludzi, którzy myślą podobnie, którzy właśnie w książkach znajdują najcudowniejsze chwile swego życia i najważniejsze doświadczenia.  
 
Wróżki i magia mieszają się z jak najbardziej realnymi doświadczeniami i dość zdroworozsądkowymi przemyśleniami (jak na nastolatkę wydaje się bardzo rezolutna) dojrzewającej młodej dziewczyny. Przyjaźń, miłość, tęsknota za bliskimi... To wszystko gdzieś też tu jest. I tylko chciałoby się chwilami, żeby się z tego jakaś akcja wywiązała, żeby do czego to wszystko prowadziło. Tymczasem zakończenie jest jakieś takie trochę na siłę, średnio pasujące. 

...


Nastrojowe. Z pomysłem. Ale to raczej powieść o dorastaniu, przeżywaniu straty i żalu, radzeniu sobie z przeszłością i rodzeniu się nowego etapu w życiu, niż powieść fantasy. Nawet jeżeli pełno tu wróżek i wzgórza Walii mają fajny, mroczny klimat. Ale gdy kochasz powieści z tego nurtu tak jak bohaterka, pewnie i tak się nie oprzesz, żeby to przeczytać.

Dużo trudniej chyba będzie to czytać tym, którzy gatunku nie znają...

Gdy patrzę na inne dziewczęta i ich upodobania czuję, jakbym należała do innego gatunku. Czasem książki jawią mi się jako jedyna rzecz, która czyni życie wartym przeżycia. Jestem pewna, że to nie jest normalne. Bardziej przejmuję się ludźmi w książkach, niż ludźmi, których codziennie widuję. 
...

 

całość tu: http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/11/wsrod-obcych-jo-walton-czyli-ile-w.html

Źródło materiału: http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/11/wsrod-obcych-jo-walton-czyli-ile-w.html