Krótkie szkice humorystyczne zamiast biografii

Hitman - Juliusz Machulski
Juliusz Machulski - któż nie zna faceta. Dla mojego pokolenia mistrz  filmowy, który nas bawił i robił hiciory, do dziś wspominane z sentymentem (Vabank, Seksmisja). W latach 80-tych zaskakiwał pomysłami i mimo braku środków dokonywał cudów, potem jeszcze parę razy błysnął reżysersko, ale czuje się, że nie ma ochoty być wyrobnikiem, który tylko bawi i kręci kolejne amerykańsko-podobne obrazy. Ale widzowie nie tracą nadziei, że jeszcze potrafi zaskoczyć! 
Człowiek instytucja - przecież nie tylko reżyser, ale i producent, scenarzysta, na dodatek najpierw dzięki rodzicom, potem dzięki swym talentom, wciąż obracając się w kręgach sław sceny i ekranu. I tylko cieszyć się należy, że oto część różnych wspomnień, anegdotek trafia w nasze ręce w formie książkowej.
Nie jest to autobiografia, żaden dziennik, a raczej luźne teksty, które ukazywały się na łamach "Bluszczu". Pan Juliusz (albo Julek jak do niego mawiają znajomi) raczej nie zajmuje się publicystyką dotycząca bieżących wydarzeń, to krótkie, żartobliwe eseje oparte w większości na jego spotkaniach z innymi ludźmi, jakichś doświadczeniach z planu filmowego (lub produkcyjnego). 
 
Oprócz kilku fragmentów poświęconych dzieciństwu, reszta felietoników dotyczy głównie produkcji filmów, festiwali, jego idoli (z którymi ku własnemu zdumieniu miał okazję się spotkać gdy jego filmy zaczęły być bardziej znane), przyjaciół, znajomych, oraz żmudnej drogi do sukcesu. Jest w tym może trochę egocentryzmu, ale trudno by wspomnienia nie dotyczyły głównie jego życia i pracy. Na szczęście dodajmy: po pierwsze nie zawsze twierdzi, że jego dzieła są najlepsze, a po drugie jest w tym tyle humoru i ciekawostek, że nawet te odrobinę narcyzmu można mu wybaczyć. Nie chcę cytować Wam fragmentów, ale można zerknąć na publio.pl, tam znajdziecie próbkę!
 
Czyta się świetnie, dla wielbicieli kina sporo fajnych ciekawostek (nie tylko kina, bo pojawiają się też np. Miłosz, albo Kosiński), no i prawdę mówiąc pod koniec nawet czuje się lekki niedosyt. Fajne dialogi, zabawnie opisane scenki - jako żywo część z nich mogłaby znaleźć się w jakimś scenariuszu filmowym. No i ilustracje :) Jak ja kocham książki z ilustracjami!
Może nie wszystkie teksty równie dobre, ale jeżeli ktoś lubi taką formę felietonowo-anegdotyczną, polecam! Co ważne - napisane bez plotkowania, obgadywania innych, wygrzebywania sensacji tylko po to by zrobić troszkę hałasu wokół książki. Ot klasa.       
Źródło materiału: http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/04/hitman-czyli-krotkie-szkice.html